Kartka z kalendarza

Pojekt graficzny Mikołaj Sałek / Realizacja Marzena Świniarska

Kartka z kalendarza

To już 73 lata jak powstała Uczelnia! Przy tej okazji warto powrócić do historii Uczelni, jej założycieli i artystów, którzy pozostawili w Niej swój trwały ślad.

Cofnijmy się w czasie do dnia 29 czerwca 1969 roku. To właśnie wtedy w Dzienniku Bałtyckim (nr 153) ukazał się artykuł o Naszej Uczelni, w którym to mogliśmy przeczytać: A Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Gdańsku (obecnie Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku) zalicza się do porządnych uczelni…

 

PORZĄDNA uczelnia zwłaszcza artystyczna, to jest taka, która przynajmniej jednego znakomitego majstra wyrzuciła kiedyś jako beztalencie, czy też faceta nierozumiejącego ducha czasu, a po kilku latach przyjęła go z powrotem z honorami, ogłaszając go „pierwszym wśród równych”. A Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Gdańsku zalicza się do porządnych uczelni.

Powstała, początkowo jako Państwowy Instytut Sztuk Plastycznych w Gdańsku z siedzibą w Sopocie tuż po wojnie, w grudniu 1945 r. zarządzeniem ministra kultury i sztuki Leona Kruczkowskiego przekształcona w Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Pięknych (wkrótce zdobyła sobie miano „Szkoły sopockiej”). Jak głoszą kroniki, już w kilka tygodni po zakończeniu wojny, w Łańcutowie – pierwszym domu pracy twórczej Związku Plastyków – Jacek Żuławski wysunął koncepcję utworzenia na Wybrzeżu Gdańskim uczelni plastycznej. On to, Hanna Żuławska, Janusz Strzałecki, Juliusz Studnicki, Krystyna Łada-Studnicka, Marian WnukJózefa Wnukowa stanowili pionierską ekipę, która w 3 miesiące zorganizowała w Sopocie uczelnię, inaugurując 15 października pierwszy rok akademicki. Wszystko mieściło się w willi przy ul. Westerplatte, pierwsi studenci byli nieraz starsi od swych profesorów, entuzjazm i zapał do pracy panował ogromny, a uczelnia radziła sobie materialnie m. in. w oparciu o paczki UNRRA, z których zaczerpnięto także..., spodnie dla rektora. „Wtedy takich portek nigdzie nie kupiłeś” – wspomina z rozrzewnieniem ten fakt jeden z najpierwszych studentów PWSSP.

Czasy to były „górne i chmurne”, żakowska brać radziła sobie jak mogła, urządzając m. in. bale „na piece dla akademika” (chodziło o zainstalowanie ogrzewania w domu studenckim – jeden z takich bali trwał... trzy dni), a z pierwszego „rzutu” studentów wywodzą się artyści o znanych dziś nazwiskach, jak chociażby obecny rektor uczelni Rajmund Pietkiewicz, Władysław Jackiewicz, Roman Usarewicz, Leszek Werocsy. Uczelnia rozrastała się – nie tylko gdy chodzi o bazę. Utworzono pracownie w obecnych pawilonach BWA, w połowie lat 50-tych nastąpiło przekazanie szkole zabytkowej Zbrojowni gdańskiej (obecnie dobudowano tu nowe skrzydło, które znacznie poprawi warunki pracy uczelni).

Ważniejsze jednak było to, że gdańska akademia (nie posiada ona co prawda jeszcze oficjalnie tej nazwy, ale miejmy nadzieję, że i to nastąpi) potrafiła wytworzyć znakomity klimat artystyczny, wielce dbała o przyciąganie wybitnych indywidualności twórczych. Wykładał tu przez kilka lat Jan Cybis – w okresie, kiedy został pozbawiony katedry w warszawskiej ASP, podobnie Jerzy Hryniewiecki, przekazywali tu młodszym swą wiedzę i entuzjazm dla sztuki Aleksander Kobzdej, Piotr Potworowski, całe epoki historii szkoły stanowiły tak barwne postacie i indywidualności twórcze, jak Stanisław Teisseyre – rektor-światowiec i Juliusz Studnicki – dobry znawca i przyjaciel młodzieży. Ten ostatni, szczególnie przychylny wszelkim przejawom fantazji i „pozaprogramowej” twórczości, jest m. in. cichym współtwórcą Bim-Bomu – rzecz o tyle godna uwagi, że głośnych współtwórców spotykamy wielu, bodaj czy nie z każdym pięcioleciem więcej. Prof. Studnicki ze swych ulubionych plenerów malarskich w Chmielnie uczynił instytucję o wadze krajowej coś na kształt plenerów malarskich impresjonistów w Barbisson. Kiedy już jesteśmy przy Bim-Bomie, warto wspomnieć, iż to właśnie przy PWSSP wyłoniły się tak sławne zespoły, jak teatrzyk rąk „Co-To” Romualda Frejera, czy Teatr „Galeria” Jerzego Krechowicza – wybitnie utalentowanego grafika, a ponadto jednego z najbardziej wszechstronnych ludzi teatru... na szczęście wciąż amatorskiego. Pokolenie Krechowicza zresztą i w sztukach plastycznych wielce się liczy – jak chociażby Kiejstut Bereźnicki, Hugon Lasecki, Adam Haras, Ryszard Stryjec, Jan Góra – to są nazwiska już w sztuce polskiej notowane, a ich ranga będzie chyba nadal rosła.

Tych kilka słów o tej jednej z najsympatyczniejszych, a z pewnością najbardziej pełnej fantazji wśród naszych uczelni warto zakończyć słowami z albumowego wydawnictwa PWSSP poświęconego:

„My wszyscy, pracownicy i studenci tej Uczelni, mamy ją we krwi. Pozostawiła w nas trwały ślad, niezależnie od naszych losów życiowych, które nas dłużej lub krócej, na różnych stanowiskach i funkcjach z nią wiązały lub wiążą”.

 

Laik

Dziennik Bałtycki, 1969, nr 153, s. 8

Źródło: Bałtycka Biblioteka Cyfrowa