Akademia w mieście

Sopot, wnętrza miejskie związanez PWSSP-ASP, Jacek Dominiczak, 2017

Autor: Jacek Dominiczak

Akademia w mieście

Jacek Dominiczak

Mapowanie 1.

W książkach, które dzisiaj leżą na stole w mojej pracowni, dużo jest opowieści i informacji o historii uczelni artystycznej powstałej po wojnie, jak to się wtedy mówiło, na Wybrzeżu, a dziś powie się w Trójmieście. Wszystkie teksty ciekawie mówią przede wszystkim o Osobach i o tworzonej przez nie sztuce, o szkole, jej akademickiej organizacji, zadaniach i sukcesach. Zaintrygowało mnie, zapewne jako architekta zajmującego się fenomenem miasta, że czytając wciąż nie mogę zobaczyć, gdzie dokładnie to wszystko się działo. Pomyślałem, że warto to wszystko umiejscowić, że warto zmapować przestrzenie w mieście, gdzie najpierw Szkoła, a potem Akademia, się działy. Chodzi mi nie tylko o wskazanie budynków na mapie, ale też o próbę rekonstrukcji dróg, którymi chodzili ludzie Uczelni, na których w trakcie przechodzenia z budynku do budynku odbywały się rozmowy, może dyskusje między profesorami i studentami – chodzi mi o ślady i echa tych rozmów. Ten esej to pierwsza faza mapowania budowli i dróg w mieście, które związane były i są z życiem członków Uczelni.

W tekście stosuję współczesne nazwy budynków i ulic tak, by można było oglądać miejsca i powtarzać miejskie przejścia w Google Earth. Namawiam!

Dziękuję Mariuszowi Wronie za zaproszenie do napisania tego eseju. Dziękuję Krystynie Brandowskiej, Dorocie Grubbie, Pavce Krajka, Jackowi Staniszewskiemu, Wojtkowi Strzeleckiemu i Maciejowi Świeszewskiemu za cenne konsultacje.

Jeśli popełniam jakieś błędy w moich rekonstrukcjach, bądź jeśli warto, by w kolejnych tekstach coś zmienić lub dodać, proszę o email na mój adres jacek.dominiczak@asp.gda.pl.

MIEJSCA TRZECH OPOWIEŚCI

Gdańska Akademia Sztuk Pięknych niesie w sobie wiele opowieści. Po pewnym czasie wsłuchiwania się w nie rozpoznać można, że trzy z nich mają w sobie siłę fundamentu – to opowieści założycielskie. Wszystkie trzy snują się nie tylko w budynkach, ale i w przestrzeniach miasta.

Opowieść Pierwsza: Szkoła Sopocka

Opowieść pierwsza dzieje się w powojennym Sopocie i dotyczy trzech miejsc: starych willi przy ulicy Obrońców Westerplatte, Pawilonu przy plaży, oraz akademika Mewa przy ulicy Pułaskiego.

Stare wille na Obrońców Westerplatte. Już w październiku 1945 roku wypełniona starymi drzewami i porzuconymi willami ulica Obrońców Westerplatte stała się pierwszym miejscem pracy Szkoły. Nazwana przez założycieli Instytutem Sztuk Plastycznych w grudniu tego samego roku przemianowana została na Państwową Wyższą Szkołę Sztuk Pięknych w Gdańsku z siedzibą w Sopocie (niedługo potem w miejsce słowa Pięknych przywrócono słowo Plastycznych). Ta nazwa już wtedy zabrzmiała jak zapowiedź przeprowadzki (…w Gdańsku z siedzibą w…), jednak przez następne 9 lat wille przy Obrońców Westerplatte 24 (Willa Bergera – to tu był pierwszy rektorat), 25 i 28 pozostawały centrum Szkoły. Pomiędzy willami 24 i 28 w dół po skarpie schodziła droga do budynku szkolnej Stolarni i Zakładów Artystyczno-Naukowych.

Pawilon przy plaży. Drugim miejscem pracy Szkoły był pawilon starego Kunsthalle (dzisiaj znany jako Sfinks przy Alei Franciszka Mamuszki 1) zbudowany w 1911 roku w parku przy plaży dla Gdańskiego Związku Plastyków. W Pawilonie po wojnie mieściły się pracownie rzeźby PWSSP.

Akademik Mewa. Od 1951 roku przy ulicy Generała Kazimierza Pułaskiego 18-20 (Obecnie Hotel Sedan), a więc w południowej części Sopotu (co znaczy: na południe od ulicy Bohaterów Monte Cassino), pojawiło się trzecie miejsce Szkoły: akademik Mewa - stara kamienica z wieżą i drewnianą, sopocką werandą na końcu ulicy Generała Józefa Bema.

W aurze tych trzech miejsc rodziła się formuła Szkoły Sopockiej skupionej na obrazowaniu świata kolorem, na „respektowaniu wartości malarskich i rdzennym postępowaniu malarskim[1]”.

Opowieść Druga: Odbudowa Gdańska

Druga opowieść założycielska PWSSP łączy się z Gdańskiem. Gdy sopockie centrum rozkręcało się do powojennego życia, centrum Gdańska trwało w bezruchu zniszczenia. Stary Gdańsk zbudowany wokół jego dwóch ratuszy (Staromiejskiego i Głównomiejskiego) został zdruzgotany w marcu 1945 roku tak bardzo, że niemal tylko masywne mury wielkich publicznych budowli potrafiły utrzymać równowagę ponad rozsypanymi w gruz kamienicami. Gdańsk zamarł w tej postaci na kilka lat. Ludziom, w większości przybyłym tu z daleka, wydawało się, że tak potężną ruinę można jedynie porzucić, albo może zadbać o nią tylko na tyle, by świadczyła co niewyobrażalnego i bezsensownego tu się stało. Ale po kilku latach bezruchu nowi przybysze stali się obywatelami niemal jak starzy, pozostali w mieście Gdańszczanie. Postanowili miasto odbudować i pomysł tej odbudowy był niezwykły – wyprzedzał, jak sądzę, nawet idee Nowoczesności, która odbudowywała już zachodnią Europę. Oto architekci w Gdańsku odważyli się myśleć, że miasto, mimo zniszczeń, potrzebuje nie tylko architektury współczesnego czasu, ale też pamięci czasów dawnych. Ale słuchaj uważnie: to MIASTO potrzebuje tej pamięci, a nie jego DOMY, to nie każda z nieistniejących kamienic, nie każde z mieszkań nieobecnych już mieszkańców, ale MIASTO. Owo wyprzedzenie Nowoczesności polegało na tym, że architekci zdali sobie sprawę, że nośnikiem miejskiej pamięci jest miejska przestrzeń publiczna, miejskie wnętrza ulic i placów uformowane fasadami domów. Odbudowa dawnej aury miasta dotyczyła więc jedynie urbanistycznych wnętrz ulic i placów oraz architektonicznych wnętrz publicznych budowli przy tych ulicach i placach stojących: wnętrz ratuszy, kościołów, Dworu Artusa, a czasem... sklepu Wedla na Długim Targu. W konsekwencji nie odbudowywano całych kamienic, a jedynie ich fasady, by tworzyły pierzeje ulic i placów – ściany ich miejskich wnętrz. Za fasadami powstały już nowoczesne wielorodzinne domy otaczające wykrojone w starej tkance miasta podwórza, na których zbudowano żłobki, przedszkola i szkoły – wszystko już według programu Nowoczesnej Jednostki Sąsiedzkiej podobnej do tych, które budowano wtedy w wolnej części Europy, podążając za pracami Le Corbusiera i, przede wszystkim, Bauhausu prowadzonego teraz na Harvardzie przez Waltera Gropiusa. Ten niezwykły rodzaj odbudowy miasta-po-katastrofie nazwałem odbudową hybrydową[2], by odróżnić ją od wysiłku sklonowania zniszczonego miasta w Warszawie i próby retrowersji starego miasta w Elblągu.

Tak więc druga opowieść założycielska Uczelni łączy się z ideą hybrydowej odbudowy Gdańska. W 1952 roku artyści sopockiej PWSSP dołączyli do gdańskich architektów (niektórzy też związani byli z PWSSP) i stali się zespołem odbudowy miasta. Od tego momentu projekty malarskie i rzeźbiarskie przygotowywane dla wnętrz miejskich stają się głównym tematem historii gdańskiej szkoły sztuki. Rok później (1953) artyści-profesorowie, nauczyciele i absolwenci uczelni wchodzą na miejskie rusztowania i rozpoczynają realizację projektów przygotowanych dla miejskich wnętrz głównej ulicy i głównego placu miasta: ulicy Długiej i Długiego Targu. Współpracując z architektami artyści wykonali malarskie i rzeźbiarskie elementy architektury fasad kamienic i budowli publicznych. Pracowali również nad wykończeniami pomieszczeń wewnątrz publicznych budynków towarzyszących Drodze Królewskiej[3]: wnętrz Ratusza Głównomiejskiego, Dworu Artusa, wielkiego Kina Leningrad i innych.

Wielka Zbrojownia. W kolejnym roku tej wielkiej pracy (1954) następuje czas dla Szkoły niebywale ważny: rozpoczyna się wielka przeprowadzka. Choć prywatne pracownie i mieszkania profesorów w większości pozostają w Sopocie, choć na razie pozostają też pracownie rzeźby, ceramiki i tkaniny, warsztaty stolarskie, Zakłady Artystyczno-Naukowe i akademik, to jednak główna siedziba Państwowej Szkoły Sztuk Plastycznych przenosi się do śródmieścia Gdańska i lokuje w odbudowanych już wnętrzach starej Wielkiej Zbrojowni. Ciekawe, że Zbrojownia odbudowywana była na cele Muzeum Miejskiego, ale być może zaangażowanie artystów w odbudowę zdecydowało, że w 1952 roku[4] zmieniono plan i zdecydowano o oddaniu budowli w ręce artystów z Sopotu, „co niejako podkreśliło zasługi plastyków przy podjętej […] renowacji”[5]. Wielka Zbrojownia to ogromna budowla, której zewnętrzne ściany i fasady przetrwały wojenną dewastację. Jej wschodnia fasada zamyka perspektywę wnętrza ulicy Piwnej i pozostaje w nieustannym dialogu z fasadą wieży kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny – gdańskiej Bazyliki Mariackiej. Zachodnia fasada stoi w linii obronnych murów Głównego Miasta. Przynależna tym fortyfikacjom Baszta Słomiana łączy się z piętrem Zbrojowni, a jej wnętrze stanie się jednym z ważnych miejsc Szkoły. Fasada Zbrojowni i mury Baszty tworzą pierzeję miejskiego wnętrza ogromnego placu: Targu Węglowego rozłożonego między dwoma ważnymi budowlami: starym Teatrem Miejskim i jeszcze starszym barbakanem Głównego Miasta zwanym Katownią.

Opowieść Trzecia: Teatrzyki

Trzecia opowieść założycielska gdańskiej szkoły sztuki to seria miejskich zdarzeń. Tę opowieść snuli już nie profesorowie, ale studenci – i to nie tylko PWSSP, ale całego trójmiejskiego środowiska studenckiego. Nie do wiary jak intensywny był studencki ruch teatralny tamtego czasu! Wszystko zaczęli studenci PWSSP i wydziału architektury Politechniki Gdańskiej powołując BIM-BOM - teatr symbolu i metafory[6] (1955) i to on zdefiniował aurę całego ruchu. „Bimbomowcy głosili, że w każdym człowieku jest coś z koguta – uosobienia pychy, biurokracji, zła – i kataryniarza, który na swoim sercu-katarynie wygrywa najpiękniejsze melodie. Opowiadali się za tymi ostatnimi[7]”. Romantyczna postać tak rozumianego kataryniarza dała nazwę całemu pokoleniu: narodziło się pokolenie kataryniarzy[8]. Po pięciu latach BIM-BOM rozwiązał się, ale z niego narodziły się kolejne teatry, w tym teatr pantomimy Cyrk rodziny Afanasjew (1959) występujący w publicznych przestrzeniach miasta, Teatr RozmówKabaret Żartu i Piosenki TO-TU (1960), teatr GALERIA (1961). Obok BIM-BOMu, i znacznie dłużej niż on, działał kameralny teatr rąk CO TO założony na PWSSP. Choć też tworzyli go studenci różnych uczelni, to jednak on właśnie najsilniej powiązany był ze Szkołą.

Klub Studentów Wybrzeża ŻAK. Ruch studencki był tak aktywny, że już po dwóch latach działalności BIM-BOMuCO TO w 1957 roku miasto zdecydowało się oddać studentom budynek dawnego przedstawicielstwa Ligi Narodów w Wolnym Mieście Gdańsku (dzisiaj to budynek gdańskiej Rady Miasta). Tak powstał Klub Studentów Wybrzeża ŻAK. BIM-BOM wypełniał jego salę teatralną na piętrze, a CO TO kawiarnię na parterze[9]. Ale aktywność studentów skupionych wokół ŻAKa przelewała się poza jego mury: powstawały festiwalowe aranżacje i dekoracje w głównych przestrzeniach publicznych miast: na Długiej w Gdańsku i na molo w Sopocie. W 1961 roku przeszedł przez miasto pochód z okazji 80. urodzin Pablo Picassa[10].

Owa trzecia opowieść zamyka pierwszy, założycielski okres działania Szkoły. Teatry, teatrzyki, kabaret i cyrk — niebywały ruch, który na Wybrzeżu zainicjował fenomen wyjątkowej kultury studenckiej. To nią inspirowały się teatry profesjonalne, a nie odwrotnie. Wszyscy działali wtedy w trudnych politycznie warunkach i, co ciekawe, mieli na nie swój sposób, który nazywali socromantyzmem[11]. Sens słowa soc-romantyzm wybrzmiewa dopiero w zestawieniu z ważnym w tamtym czasie słowem: soc-realizm. I natychmiast przypomina uwagę profesor Marii Janion: „Trzeba nauczyć się czytać i odbierać romantyków jako romantyków. Przyczyniłoby się to zapewne do usunięcia wielu nieporozumień, wynikających z nagminnego, mechanicznego stosowania sztancy realistycznej[12]”. Ale romantyzm wybrzeżowych teatrów nie tylko kontestuje realizm, ale zdaje się być dotykiem kulturowej autentyczności, którą odnaleźć można w poetyce Piwnicy pod Baranami, w pieśniach Ewy Demarczyk, w piosenkach Marka Grechuty. Pisze Maria Janion: „Cechy, które należałoby wymienić jako najbardziej znamienne dla poetyki romantycznej […] układałyby się w przybliżeniu w taką sekwencję: wizyjność, oniryczność, podmiotowość […][13]”.

ROZPRZESTRZENIANIE

PWSSP wprowadziła się na piętra Wielkiej Zbrojowni. Wchodziło się do Szkoły od strony Targu Węglowego przez jedną z wielkich bram zachodniej fasady. W wielkiej hali na parterze dużo było śladów po zniszczeniach i odbudowie. Dopiero w ścianie po lewej stronie znajdowało się wejście do Szkoły. Przez drzwi, nad którymi umieszczono tablicę z nazwą PWSSP, wchodziło się do dużej klatki schodowej prowadzącej zarówno na odbudowane piętra, jak i do pełnej gruzu piwnicy, która szczęśliwie przetrwała bombardowanie i pożar. Na pierwszym piętrze w wielkiej przestrzeni dzisiaj nazywanej Aulą rozmieściły się pracownie Wydziału Architektury i Studium Rzeźby (choć pracownie rzeźby pozostały w Sopocie), pod świetlikami dachu pracownie Wydziału Malarstwa.

Nowy budynek przy Wielkiej Zbrojowni. Już po pięciu latach od przeprowadzki, w 1959 roku, w ramach prac Zakładu Artystyczno-Naukowego, powstaje projekt rozbudowy szkoły. Do południowej ściany Wielkiej Zbrojowni, pomiędzy ulicami Tkacką i Wełniarską, dobudowany ma być wielopiętrowy zespół pracowni doskonale doświetlonych dziennym światłem poprzez duże okna elewacji i z przestrzeni wewnętrznego dziedzińca. Architektura budynku nie odbudowuje dawnych fasad, a jego elewacje współcześnie reinterpretują architekturę gdańskiej pierzei ulicznej[14]. Otwarcie nowego skrzydła PWSSP następuje w 1968 roku. Budowla przenosi główne wejście do Szkoły w kameralny zaułek końca uliczki Wełniarskiej, pomiędzy Wielką Zbrojownią i Basztą Słomianą, a otwarte schody w jego wnętrzu wyznaczają nowe centrum budynku. Radykalnie odwraca się dostęp do sal Wielkiej Zbrojowni: gdy dotychczas wchodziło się do nich od strony północnej, teraz wchodzi się od strony południowej. To odwrócenie i pomysł wewnętrznego dziedzińca spowodowały, że nowe schody, nowe centrum Szkoły, nasycone są dziennym światłem.

Piwnice Wielkiej Zbrojowni. W międzyczasie, bo w 1962 roku, studenci realizują swój projekt Piwnica, w ramach którego oczyszczają podziemia Wielkiej Zbrojowni i wprowadzają tam swój Klub[15].

Dom Angielski. W latach 1970. pojawia się nowe, niezwykłe miejsce PWSSP w Gdańsku: to ogromny Dom Angielski (zwanym również Domem Anielskim) i jego sąsiednie kamienice przy ulicy Chlebnickiej. Otworzono w nim Dom Studenta  PWSSP, który nie tylko oferował studentom pokoje, ale też przygotował pokoje dla gości Uczelni i dla profesorów, którzy mieszkając na stałe w innych miastach prowadzili zajęcia w Uczelni. W 2007 roku akademik zredukował ilość pokoi, a do Domu Angielskiego wprowadził się Wydział Grafiki.

Wyspa Spichrzów. Wyspa Spichrzów była zapomnianym terenem Głównego Miasta. Chodzenie na jej północny cypel było tajemnicze i trochę niebezpieczne (i tak trwało niemal do 2017 roku!). Mimo wrażenia samych opuszczonych ruin, znajdowały się tam zamknięte dla publiczności baraki miejskich Pracowni Konserwacji Zabytków. Obok nich, w latach 1960., prowadzone były prace rzeźbiarskie, m.in. nad blokami Pomnika Obrońców Wybrzeża, który w 1966 roku stanął na Westerplatte. Na początku lat 1980. w tym miejscu pojawia się Szkoła. W miejscu naznaczonym pozostałościami pracy nad pomnikiem działanie rozpoczęła Pracownia Plenerowa Wydziału Rzeźby[16]. Wśród wielu projektów prowadzonych przez profesorów i studentów na obszarze tej dzikiej Wyspy, w Szkole snuto dalekosiężne plany zbudowania w tym miejscu nowego budynku dla Wydziału Architektury Wnętrz. Jednak w roku 1993, a więc już w nowej rzeczywistości politycznej i ekonomicznej, Szkoła wycofuje się z Wyspy Spichrzów.

Mała Zbrojownia. W zamian za tereny na Wyspie Uczelnia uzyskuje do swojej dyspozycji drugi miejski arsenał: Małą Zbrojownię. Ta niezwykła budowla stoi wśród autentycznych, niezdewastowanych wojną budowli Placu Wałowego i sąsiaduje ze spektakularnymi nowożytnymi bastionami fortyfikującymi opływ Motławy. Senat Akademii zdecydował o wprowadzeniu do Małej Zbrojowni Wydziału Rzeźby. W głównym budynku powstały przestronne pracownie rzeźby, a w dawnej Remizie Armat pracownie ceramiki. Duży, otwarty i ogrodzony teren, stał się miejscem realizacji rzeźb[17] i przeprowadzania warsztatów ceramiki.

W roku 1996 Uczelnia po raz kolejny zmienia nazwę – ale tym razem też publiczny status. Ustawą Sejmu z dnia 4 lipca 1996 roku Prezydent RP cztery Państwowe Wyższe Szkoły Sztuk Plastycznych (w Gdańsku, Łodzi, Poznaniu i Wrocławiu) przemianowuje na Akademie Sztuk Pięknych. Tak więc pełna nazwa uczelni od teraz brzmi: Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku.

Przyziemie Wielkiej Zbrojowni. Wielokrotnie zmieniał się sposób użytkowania parteru Wielkiej Zbrojowni. Bardziej pasuje tu słowo przyziemie, gdyż posadzka tej uporządkowanej filarami wielkiej hali jest na tym samym poziomie, co posadzki otaczających ją ulic i placów. Na początku istnienia Szkoły otwarta była jedynie brama od strony placu tak, by umożliwić wejście akademikom, choć wtajemniczeni używali do tego celu również wąskich kręconych schodów w wieżycach od strony ulicy Tkackiej. W pierwszych latach po odbudowie budynku halę przyziemia od czasu do czasu wykorzystywano jako miejsce wystaw: tak było w 1955 roku (wystawa Sztuka ludowa województwa gdańskiego), czy w roku 1959 (wystawa filatelistyczna Bałtyk nad morzem)[18]. W roku 1961 roku otworzono halę na przestrzał zamieniając ją w publiczne przejście i wkrótce w handlowy pasaż przedłużający ulicę Piwną do Targu Węglowego. Halę przyziemia zamknięto po 46 latach działania w 2007 roku, by, po wielkim remoncie całej Zbrojowni, otworzyć ją ponownie dla celów wystawienniczych i pod auspicjami Akademii jako Zbrojownię Sztuki. Otwarcie nastąpiło w dzień siedemdziesięciolecia Uczelni: 5 grudnia 2015 roku. Częścią wydarzenia był wernisaż wystawy Metafora i rzeczywistość. Akademia Sztuk Pięknych w latach 2005-2015. Decyzja powołania Zbrojowni Sztuki była równocześnie decyzją rozbudowania ASP o kolejną kondygnację Wielkiej Zbrojowni.

AKADEMIA I MIASTO

Życie Szkoły, potem Akademii, toczyło się w dwóch miastach. To w ich przestrzenie publiczne, w ich wnetrza miejskie, w ich gwar wtapiały się spacery, przejścia i rozmowy profesorów, pracowników i studentów Uczelni.

SOPOT

1.  To niezwykle istotne, że w pierwszej opowieści założycielskiej miejscem inauguracji Szkoły nie jest jakiś konkretny budynek, ale cała ulica – Obrońców Westerplatte – jej drzewa, płoty, ogrody, fontanny, wille, oranżerie i pawilony. Dla przybysza jej niepowtarzalna atmosfera rozpoczyna się wyraźnym wydzieleniem z miasta, bowiem by z centrum Sopotu dostać się na Westerplatte, trzeba przejść wąską, żelazno-drewnianą kładką rozpiętą nad głębokim wąwozem. Gdy już przejdzie się przez mostek, ulica biegnie po krawędzi skarpy, więc z wielu miejsc i okien rozpościera się daleki widok: widzieć można dachy domów całego Dolnego Sopotu, zatokę, czasem Hel… Ogrodzenie ogrodów, w których stoją wille, wywołuje aurę nie tylko wyjątkowości, ale i skupienia: tam, w głębi ogrodu, ktoś pracuje. Czasem słychać z niewidocznej zza drzew stolarni dźwięk tarczowej piły, często ciszę ulicy na krótko pokrywa dźwięk pociągu przejeżdżającego za domami zachodniej strony ulicy. Sam jej układ zaprojektowany jest jak wnętrze: zaczyna się mostkiem, który wprowadza na mały placyk służący samochodom do zawracania, potem ulica jest lekko wygięta tak, jakby chciała uwyraźnić swoją malowniczość, a na końcu wygina się tak mocno, że widok kolejnej willi całkowicie zamyka jej perspektywę. Przebieg ulicy odchylony jest jedynie o 15 stopni od kierunku południe-północ, co wywołuje każdego ranka napływ światła od strony opadającej skarpy, może widok wschodu słońca nad zatoką. Gdy zbliża się środek dnia, niemal już południe, cienie układają się wzdłuż ulicy: jej środkiem biegnie mrużący oczy pas światła, którego krawędzie strzępią kontury drżących wiosennych liści albo zimowych nieruchomych gałęzi. Doskonałość uformowania tej ulicy można traktować niemal za wzorzec miejskiego wnętrza.

Gdy grupa artystów, architektów i studentów wychodziła razem z pracowni w Willi Bergera, przechodzili przez ogród i kończyli wątki rozmowy chwilę przy bramie, bo kilkoro z nich mogło chcieć iść w prawo, do domu. Inni skręcali w lewo, w kierunku mostka nad wąwozem. Tu, na placu przed nim, zatrzymywali się raz jeszcze i kończyli kolejne rozmowy, bo tu decydowało się, kto idzie do Pawilonu przy plaży, a kto do Mewy, do akademika.

Pierwsi schodzili schodami w dół do wąwozu, którym szli w kierunku ulicy  Aleksandra Majkowskiego kontynuującej formę naturalnego zielonego wąwozu już przy pomocy architektury ścian willi stojących po obu stronach. Mogli iść cały czas prosto aż do Powstańców Warszawy, skręcić w lewo, przejść przed wielką fasadą Hotelu Grand i zaraz za nim wejść w alejki parku, otoczyć pawilon, by wejść do niego jakby od tyłu, bo od strony plaży. Być może czasem mając złudzenie skrócenia drogi, z Majkowskiego skręcali w lewo w Haffnera, i potem w prawo w Mokwy. Po dojściu do Powstańców Warszawy alejki parku wydawały się być tuż tuż, już po drugiej stronie ulicy.

Ci, którzy z Westerplatte szli do Mewy, z placyku wchodzili na mostek i za nim, przypuszczam, skręcali w lewo, by skrótem obok Dworku Sierakowskich i potem w dół ulicą Józefa Czyżewskiego dojść do Monte Cassino. Teraz już tylko Monciakiem w dół i w prawo, w Bema. Już widać wieżę Mewy.

By z Mewy dołączyć do tych, którzy pracują w Pawilonie, trzeba było wrócić ulicą Bema do Monte Cassino, skręcić w prawo na Plac Przyjaciół Sopotu i potem skrótem w lewo w kierunku Grand Hotelu. Ale poza sezonem, gdy wejście na molo nie było płatne, można było dla przyjemności pójść Monte Cassino prosto aż na Skwer Kuracyjny przy molo, by potem w lewo Aleją Mamuszki dojść do Pawilonu. Tak dochodziło się do niego “od przodu”.

2.  Pawilon, dawna Kunsthalle w Sopocie, ma adres Aleja Franciszka Mamuszki 1. Ta Aleja przebiega pomiędzy Pawilonem i plażą. Jego główną wejściową fasadę widzą jedynie nadmorscy spacerowicze i ci studenci, którzy z Mewy idą poza sezonem drogą “dla przyjemności”. Prawdę mówiąc nieczęsto dochodzi się do Pawilonu od strony Mamuszki. Dla Szkoły Pawilon stoi w parku za ulicą Powstańców Warszawy i przed plażą. Ale nie tylko wejście do Pawilonu jest dziwnie zaskakujące. Jego całe ustawienie w przestrzeni parku jest absolutnie wyjątkowe i, sądzić można, związane z istotą Kunsthalle: budynku dla ekspozycji i oglądania sztuki. Ale by zrozumieć tę wyjątkowość potrzebne jest zobaczenie większej całości: urbanistyczno-architektonicznej kompozycji sopockiej przestrzeni publicznej przy plaży.

Cała siatka przecinających się pod kątem prostym ulic Dolnego Sopotu ułożona jest równolegle do krawędzi Zatoki i plaży – ustawiona jest pod kątem 25 stopni do kierunku południe-północ. Tak przebiegają wszystkie ulice, w tym Aleja Mamuszki i ulica Powstańców Warszawy. Tak też ustawione są wszystkie budynki i budowle ogromnej nadmorskiej przestrzeni publicznej Sopotu. Co więcej, przestrzeń ta ma wyraźną kompozycję opartą na symetrii wobec założenia kuracyjnego Mola – jego osiowo skomponowanego Skweru Kuracyjnego i Domu Zdrojowego. Zgodnie z tą kompozycją ustawione są też stary Hotel Grand i, symetryczny wobec niego, równie stary ewangelicki Kościół Zbawiciela; tak ustawione są stare Łazienki Południowe i symetryczny do nich budynek Teatru na Plaży. Tej geometrii podporządkowuje się stary Zakład Balneologiczny z Latarnią Morską i, zajmujący symetryczną do nich pozycję (choć niestety gabarytami łamiący tę symetrię), nowy hotel Sheraton. Położona dalej na północ (na miejscu nieistniejących Łazienek Północnych) Zatoka Sztuki również podporządkowuje się geometrii całego założenia.

W tym kontekście można teraz zobaczyć pawilon dawnej Kunsthalle, Pawilon sopockiej PWSSP. Jako jedyny budynek w całej tej kompozycji Pawilon obrócony jest o 25 stopni w stosunku do układu ulic i budowli, a więc o 50 stopni w stosunku do kierunku południe-północ! Czy jego architektura ustawia okna i świetliki do światła tak, by uzyskać równomierne oświetlenie sal przez cały dzień? Czy może jego ustawienie podkreślić chce pawilonowy charakter budynku ustawionego pomiędzy wielkimi budowlami? Tak czy inaczej, pawilon sztuki w tej wielkiej kompozycji miejskiej daje sobie prawo inności: jego neoklasyczna architektura jest inna od Hotelu Grand, Domu Zdrojowego i Kościoła, a jego ustawienie urbanistyczne inne od reguły nadmorskiego pasma.

KOLEJKA

Zainteresowanie artystów Szkoły Sopockiej Gdańskiem rozpoczyna się w 1952 roku. Następuje to niemal równocześnie ze zmianami w przestrzeni tych miast: oto w tym samym 1952 roku otwarta zostaje kolejka elektryczna łącząca miasta ze sobą[19]. Od tego czasu dworcowe perony stają się częścią życia Szkoły.

Z domów i pracowni na Westerplatte do dworca jest niemal prosta droga. Ominąć jedynie trzeba parterowy budynek z wybujałym portalem vis a vis Kościoła Garnizonowego, bo oddziela on wnętrze Bohaterów Monte Cassino od początku  wnętrza ulicy Dworcowej. Pewnie ci artyści, którzy nie szli z ulicy Obrońców Westerplatte, umawiali się z westerplatczykami na poranne spotkanie na peronie, by razem pojechać do Gdańska.

Wagony, ich wnętrza z ławkami wykonanymi z drewnianych listew były takie same, jak te używane przez kolejkę w Berlinie.

Dla artystów z Sopotu Gdańsk rozpoczynał się dworcem. W 1952 roku wychodząc z niego wstępowali w miasto reperowanych i odbudowujących się ruin. Miasto potłuczone bombami i spalone ogniem wznosiło się do swojej nowej formy. Szli teraz  na miejsce wielkiej realizacji, na ulicę Długą i Długi Targ.

Wychodząc z dworca od razu widzieli, jak przez miejską lunetę, perspektywę ulicy Garncarskiej. Przed dworcem nie było wtedy szerokich ulic, tuneli pod nimi, mogli więc wprost po przekątnej iść do Garncarskiej. Ta dochodzi do Targu Drzewnego, więc przechodzili na drugą stronę, mijali stary Teatr Miejski, a zaraz za nim widzieli odbudowującą się Wielką Zbrojownię. Pewnie uśmiechali się podekscytowani, bo widzieli już, że to będzie następna siedziba Szkoły. Targiem Węglowym szli w kierunku odbudowywanej Strzelnicy Świętego Jerzego, za którą przechodzili pod sklepieniem Złotej Bramy i wchodzili do miejsca swojej pracy – do miejskiego wnętrza ulicy Długiej. Architektura tej ulicy była teraz zbudowana niemal w całości z rusztowań. Każdy i każda z nich wiedzieli, na które z nich ma się wspiąć, gdzie wczoraj przerwał, przerwała, swoją staranną pracę.

GDAŃSK

Gdy w 1954 roku główna siedziba Szkoły przeniosła się do Wielkiej Zbrojowni, Gdańsk stał się punktem centralnym na mapie kultury Wybrzeża. Jednak kolejka  elektryczna nadal była codziennością Szkoły nie tylko dlatego, że w Sopocie pozostały pracownie rzeźby, stolarnia i warsztaty, ale też dlatego, że wielu profesorów postanowiło pozostać i mieszkać w Sopocie.

1.  Gdy przyjeżdżali teraz do Gdańska, do Szkoły w Zbrojowni, ich droga z dworca nie zmieniła się. Jedynie za teatrem nie szli od razu w kierunku Złotej Bramy, a skręcali w lewo i przechodząc przed poranionym odłamkami bomb portykiem starego teatru zmierzali w kierunku uchylonej bramy Zbrojowni, by przez ciemną halę przyziemia wejść jasną klatką schodową na piętra do swoich pracowni. Rozpoczynali tu codziennie zajęcia ze studentami. Albo zakładali robocze ubrania i szli do pracy na miejskich rusztowaniach – może skracali drogę schodząc kręconymi schodami w wieżach od strony ulicy Tkackiej. 

2.  Niedużo zmieniło się w codziennych drogach profesorów i studentów, gdy otwarto nowe skrzydło Szkoły. Jednak radykalnie zmieniła się aura wejścia do jej wnętrz. Już nie wielka brama monumentalnej fasady Arsenału była wejściem, ale ukryte w zaułku za Basztą Słomianą drzwi – standardowo funkcjonalne, a więc niewielkie, wysokości niemal dokładnie wyznaczonej Modulorem Le Corbusiera. Za nimi znajdował się niski przedsionek z maleńką portiernią za szybą, a dopiero za kolejnymi drzwiami otwierał się przestrzenny spektakl form i światła nowego holu Uczelni. Tak, nowoczesna Szkoła uzyskała nowoczesną, funkcjonalną przestrzeń. Ale jest w tej zmianie gest, którego nie można nie zauważyć. Oto nowy budynek swoją miejską aurą subtelnie nawiązał do sopockiego klimatu: wejście przez zaułek za Basztą ukrywa i odsuwa Szkołę od codziennej zwyczajności miasta w sposób podobny do tego, w jaki wąska kładka nad wąwozem oddzielała Szkołę na Obrońców Westerplatte od codzienności Sopotu.

3.  Mapa Szkoły zmienia się bardzo w latach 1970., gdy Dom Angielski przy ulicy Chlebnickiej staje się Domem Studenta PWSSP. Chlebnicka jest przedłużeniem ulicy Piwnej rozpoczynającej się u stóp wschodniej fasady Wielkiej Zbrojowni. Z dnia na dzień powstało więc niezwykłe założenie wnętrza miejskiego Piwna-Chlebnicka, które zaczyna się i kończy wspaniałymi budowlami oddanymi artystycznej Uczelni. Dodając do tego wieżę i masyw Bazyliki Mariackiej, które budują środkową część tego wnętrza, nie trudno zdać sobie sprawę, że Szkoła Plastyczna jest już gotowa, by swoją aurą wypełniać centrum Głównego Miasta.

Do roku 2007 doświadczenie tej bezpośredniej relacji we wnętrzu miejskim wprowadzone było w dziwny labirynt. Już od 1961 roku hala przyziemia Wielkiej Zbrojowni stała się publicznym pasażem łączącym ulicę Piwną z Targiem Węglowym. Żeby ze Szkoły pójść do Domu Angielskiego, trzeba było wyjść z budynku wejściem za Basztą Słomianą, okrążyć narożnik Wielkiej Zbrojowni i wejść w pasaż od strony Targu Węglowego. Pasaż prowadził prosto w perspektywę wnętrza ulicy Piwnej i dalej, za jej wygięciem wzdłuż Bazyliki Mariackiej, we wnętrze ulicy Chlebnickiej, gdzie na jej końcu po prawej stronie wznosiła się ogromna, podwójnej szerokości fasada Domu Angielskiego.

Zaskakujące w tym kontekście jest, że dopiero z okazji 70 lat istnienia Uczelni, a więc dopiero w roku 2015, w konsekwencji wielkiego remontu fasad Zbrojowni i wnętrz Akademii, otworzono drzwi nowego skrzydła od strony ulicy Tkackiej. Teraz każdego dnia można doświadczać tej spektakularnej przestrzennej wspólnoty dwóch budynków Uczelni[20]. Wnętrze miejskie Piwna-Chlebnicka stało się swoistym korytarzem Akademii – Akademia wtopiła się w przestrzeń publiczną miasta. Ta relacja nabrała jeszcze większego znaczenia, gdy do Domu Angielskiego wprowadził się Wydział Grafiki.

4.  Droga wnętrzem Piwna-Chlebnicka wydłużyła się, gdy w latach 80. na północnym cyplu Wyspy Spichrzów działać zaczęła Plenerowa Pracownia Rzeźby. Ale wydłużenie nie było ponad miarę, choć odrobinę okrężne. Na ulicy Chlebnickiej trzeba było minąć Dom Angielski i przez Bramę Chlebnicką wyjść na Długie Pobrzeże Kanału Motławy. Za bramą skręcało się w prawo, potem na wysokości Zielonej Bramy oddzielającej pobrzeże od Długiego Targu w lewo, na Zielony Most. Kawałek za mostem jest skrzyżowanie z ulicą Chmielną – tu skręcało się znowu w lewo i idąc prosto dochodziło się do terenów Pracowni Rzeźby. Dziwne, na swój sposób magiczne miejsce u stóp ruin dwóch spichlerzy nazwanych za dawnych czasu Daleka Droga i Długa Droga.

5.  Mapa Szkoły zmienia się i rozciąga w 1993 roku, gdy na Starym Przedmieściu, w budowlach Małej Zbrojowni, działać zaczyna Wydział Rzeźby. By dojść z Wielkiej do Małej Zbrojowni wyjść trzeba było na Targ Węglowy, przejść cały plac i idąc prosto pomiędzy Strzelnicą Świętego Jerzego i Katownią, potem ulicą Wojciecha Bogusławskiego, dalej wzdłuż murów Strzeżonego Urzędu, by trafić do podziemnego tunelu. Wyjść z niego można w kierunku ulicy Okopowej, potem wzdłuż budynków Urzędu Wojewódzkiego i skręcając w lewo, w Jana Augustyńskiego, dojść do Baszty Białej i za nią skręcić w prawo na Plac Wałowy. Ale z tunelu można też wyjść od razu skręcając w lewo, potem kawałek prosto i w prawo w ulicę Kładki. Że jest to ciekawsza droga widać, gdy dochodzi się do Domu Galeriowego zespołu Kościoła Świętej Trójcy. Potem skręca się w lewo, w spektakularną ulicę Świętej Trójcy. Idąc pod wysokim murem kościoła dochodzi się do ulicy Rzeźnickiej. Tu skręca się w prawo, by iść wzdłuż dawnych murów franciszkańskiego klasztoru, w którym już w XIX wieku zadomowiło się gdańskie Stadtmuseum, a po wojnie Muzeum Narodowe. Idąc dalej Rzeźnicką w jej perspektywie widać już Basztę Białą. Po jej minięciu wzdłuż ogrodzenia dochodzi się do bramy wprowadzającej na teren Małej Zbrojowni.

Po 2015 roku, gdy z Akademii wychodzi się na ulicę Tkacką, droga między Wielką Zbrojownią i tunelem odrobinę się zmieniła: prowadzi przez wnętrze ulic Tkackiej i Garbary, potem otacza Basztę Narożną Głównego Miasta i dalej prowadzi pomiędzy Strzeżonym Urzędem i nowym Teatrem Szekspirowskim prosto do znanego już mrocznego tunelu.

Inaczej do Małej Zbrojowni idzie się z Domu Angielskiego. Schodząc po schodach przedproża na Chlebnickiej skręcić trzeba w lewo i zaraz znowu w lewo w ulicę Kuśnierską. Gdy dojdzie się do Długiego Targu idzie się po przekątnej w prawo (mijając się Studnię Neptuna) i trafia w ulicę Ławniczą. Teraz już prosto przez skrzyżowanie z Ogarną do tunelu na Słodowników, potem ulicą Żabi Kruk aż do wieżowców. Tam ścieżkami na skróty dochodzi się do Rzeźnickiej i już znowu widać z daleka Białą Basztę.

DWA TRÓJKĄTY

Budynki najpierw Szkoły, potem Akademii, działały i działają w miejskich trójkątach. W Sopocie między Ulicą Westerplatte, Pawilonem na Mamuszki i Mewą na Pułaskiego. W Gdańsku między Wielką Zbrojownią pomiędzy Targiem Węglowym i Tkacką, Małą Zbrojownią przy Placu Wałowym i Domem Angielskim przy Chlebnickiej. To ciekawe – trójkąt jest najprostszym kształtem, który ma już swoją powierzchnię. Był więc czas, gdy swoją powierzchnię Szkoła rozpięła w Sopocie, teraz jest czas, gdy w Gdańsku Akademia rozpięła swój pierwszy trójkąt.

Mapowanie 2.

Oba trójkąty – sopocki i gdański – to początek mapowania. W obu miastach linie  poruszania się ludzi Uczelni rozbudowywały się i nadal się rozbudowują poprzez inne miejsca związane ze sztuką: muzea, galerie, centra kultury, kluby i kawiarnie. Będą tworzyć się kolejne trójkąty, obszar sztuki coraz bardziej pokrywać będzie miasta. To dobrze. Trzeba więc mapować dalej.

 

[1] Zdzisław Kępiński w: Józefa Wnukowa (red.) – Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Gdańsku. 1945-1965. Zakłady Graficzne w Toruniu 1965.

[2] Pojęcie odbudowy hybrydowej wprowadzam w eseju (Od)budowa na stronach 71-88 w: Jacek Dominiczak, Marcin Gawlicki, Jerzy Wołodźko – Odbudowa. Fotografie Kazimierza Lelewicza. Fundacja Karrenwall, Gdańsk 2014.

[3] Ulicę Długą i Długi Targ w czasie odbudowy nazwano Drogą Królewską, by podbić wagę i znaczenie przedsięwzięcia w targach o centralnie rozporządzane fundusze odbudowy. Mówił o tym w swoich wykładach w latach 70. na Wydziale Architektury Politechniki Gdańskiej profesor Jerzy Stankiewicz.

[4] Jacek Dominiczak, Marcin Gawlicki, Jerzy Wołodźko – Odbudowa Wielkiej Zbrojowni w Gdańsku. Fundacja Karrenwall, Gdańsk 2014. Pisze o tych szczegółach Marcin Gawlicki w eseju o tym samym tytule, na stronach 25-38.

[5] Elżbieta Kal w: Elżbieta Skalska (red.) – Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku 1945-2005. Tradycja i współczesność. Muzeum Narodowe w Gdańsku, 2005, s. 23.

[6] Józefa Wnukowa (red.) – Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Gdańsku. 1945-1965. Zakłady Graficzne w Toruniu 1965 (?), s. 185.

[7] Andrzej Cybulski – Pokolenie kataryniarzy. Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1968, s. 12.

[8] Ibidem.

[9] Ibidem.

[10] Józefa Wnukowa (red.) – Państwowa Wyższa Szkoła Sztuk Plastycznych w Gdańsku. 1945-1965. Zakłady Graficzne w Toruniu 1965 (?), s. 201.

[11] Pisze Bogusław Mansweld: „Młodzi twórcy chcieli też korygować przy pomocy teatru rewolucję, znajdując na to trafny termin socromantyzm” w: Elżbieta Skalska (red.) – Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku 1945-2005. Tradycja i współczesność. Muzeum Narodowe w Gdańsku, 2005, s. 12.

[12] Maria Janion – Czas formy otwartej. Państwowy Instytut Wydawniczy, 1984, s. 295.

[13] Ibidem, s. 295.

[14] Autorem projektu jest ówczesny adiunkt (i późniejszy wieloletni profesor) Wydziału Architektury Wnętrz Ryszard Semka.

[15] Ibidem, s. 207.

[16] Wspominał o tym w rozmowie profesor Grzegorz Klaman. To stamtąd pochodzi nazwa Wyspa, która najpierw stała się nazwą galerii w Domu Angielskim, a potem Instytutu Sztuki na terenach po Stoczni Gdańskiej.

[17] Pisze o tym Wojciech Zmorzyński na stronie 174 w: Elżbieta Skalska (red.) – Akademia Sztuk Pięknych w Gdańsku 1945-2005. Tradycja i współczesność. Muzeum Narodowe w Gdańsku, 2005.

[18] Gedanopedia. http://www.gedanopedia.pl/?title=WIELKA_ZBROJOWNIA

[19] http://www.miasto.sopot.pl/strona/historia_miasta

[20] Profesor Krystyna Brandowska wspominała w rozmowie, że profesor Zbigniew Parandowski nazywał tę relację budynków jako wyznaczenie „cięciwy miasta”.